Czego nauczyłam się w korporacji?

Ten temat od dawna chodził mi po głowie. Żebym jednak mogła rzetelnie ocenić swoją przygodę z korpo, musiałam pozwolić na to, by emocje opadły. Gdy to się stało, chciałam zobaczyć, jak dotychczasowe doświadczenia wpływają na moją samodzielną pracę. Tak minęły dwa lata z haczykiem, a ja mogę spokojnie napisać, czego nauczyła mnie korporacja. Dla tych, którzy nie wiedzą, dodam, że z wykształcenia jestem filologiem germańskim. Swoją karierę w międzynarodowej firmie rozpoczęłam w wieku 23 lat, odbierając telefony i odpowiadając na maile dotyczące niemieckich kadr i płac. Gdy 6 lat później rezygnowałam z etatu, byłam odpowiedzialna za kilkudziesięcioosobowy zespół wspierający klientów z wielu europejskich krajów.

happy_place_czego_nauczyłam_się_w_korporacji

Czego nauczyłam się w korporacji?

1. Intensywnej pracy.
Wiem, że krążą różne legendy na temat pracy w korpo. Między innymi taka, że trzeba się nieźle postarać, żeby cię z takiej roboty wywalili. Nie wiem, jak inni, ale ja, będąc na etacie w korporacji, ciężko pracowałam. Były okresy, kiedy z powodu ilości pracy nienawidziłam poniedziałków, zarywałam noce lub miałam ochotę wyjść z biura i już nigdy nie wracać. I choć chwilami było mi naprawdę ciężko, przez tych kilka lat nauczyłam się wytrwałości i skutecznego działania nawet wtedy, gdy motywacja jest na poziomie – 100. Owszem, bolało, ale przynajmniej nie muszę odrabiać tej lekcji teraz, pracując na własny rachunek. Zdecydowanie jest to moje najcenniejsze doświadczenie.

2. Działania pod presją (czasu i nie tylko).
Do dzisiaj tego nie lubię, wolę pracować powoli, skupiając się tylko na jednym zadaniu. Presja czasu towarzyszyła mi na co dzień, a ja, wypełniając kolejne zadania, starałam się zachować jako taką trzeźwość umysłu i prawidłowo określać priorytety. Trening czyni mistrza, więc całkiem dobrze nauczyłam się zachowywać zimną krew także wtedy, kiedy się waliło i paliło. W końcu tyle razy coś się schrzaniło lub poszło nie po mojej myśli, że zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Nie muszę dodawać, że dystans i jasność umysłu przydają się w każdych warunkach – dziś czerpię z tych lekcji nie tylko w pracy, ale także w życiu prywatnym.

3. Elastyczności.
O tak, tę umiejętność mogłam ćwiczyłam na okrągło. Zmieniający się przełożeni, strategie, ciągle przesuwane terminy i nieplanowane nieobecności w zespole.. Gdy tylko miałam wrażenie, że wszystkie zmierza w dobrym kierunku, sytuacja się odwracała i trzeba było planować od nowa. Co równie ważne, uczyłam się nie tylko dostosowywać do nowych warunków, ale też po prostu je akceptować. W którymś momencie pogodziłam się z tym, że niespodziewane decyzje osób trzecich będą stałym elementem mojej pracy. I że zamiast się wkurzać, lepiej skupić się na działaniu. Oczywiście nie nauczyłam się nie wkurzać w ogóle, ale nie raz po prostu nie miałam na to czasu, bo musiałam czym prędzej przystąpić do działania. Szczerze przyznaję, że nadal nie lubię być zaskakiwana i zdecydowanie bardziej wolę pracować według własnego porządku, ale domyślam się, że bez treningu w korporacji byłoby mi dzisiaj dużo trudniej.

Oprócz tego dowiedziałam się, że:

4. Są rzeczy, na które nie mam wpływu.
To była trudna lekcja. Nie miałam wpływu na wypadki losowe ani na decyzje klientów, podwładnych czy przełożonych. Mogłam być na to totalnie nieprzygotowana, mogłam tupać nogami ze złości, ale to niczego nie zmieniało. Nie raz nie widziałam żadnego wyjścia z sytuacji, byłam przekonana, że mogę tylko usiąść i płakać, ale gdy emocje opadały, okazywało się, że zawsze da się znaleźć jakieś rozwiązanie. Nie każde jest idealne, przy pewnej skali naprawdę nie da rady wszystkich zadowolić, ale trzeba robić swoje. I to podejście zostało mi do dzisiaj. Nawet, jeśli sytuacja nie rozwija się po mojej myśli, a rezultaty dalekie są od wymarzonych, robię, co do mnie należy, jak tylko potrafię najlepiej. Na wiele wydarzeń nie mam najmniejszego wpływu, ale zawsze mam wpływ na swoją reakcję. Mogę marudzić albo działać. Zazwyczaj wybieram to drugie. Nie będę jednak ukrywać, że czasem muszę się wyżalić, muszę sobie pozwolić na gorszy dzień, muszę pomarudzić lub po prostu pójść wcześniej spać. Daję sobie do tego prawo, choć staram się go nie nadużywać.

5. Mam prawo do błędów.
Bo nikt nie jest nieomylny. Zdarzało się, że miałam naprawdę niewiele czasu na podjęcie decyzji. I wtedy bardziej liczyło się to, by podjąć jakąkolwiek decyzję, niż to, jaka ta decyzja będzie. Nie wszystkie były trafne. Zdarzało mi się też, że dla odmiany wałkowałam jakiś temat w te i we wte, ale wnikliwa analiza nie uchroniła mnie przed błędną decyzją. Pewnych rzeczy nie da się nauczyć inaczej, niż przez doświadczenie, a błędy i pomyłki są nieodłącznym elementem rozwoju. Potrafiłam się nieźle nad sobą znęcać, do znudzenia odtwarzając w myślach sytuacje i dialogi, które schrzaniłam. Aż w końcu zabrakło mi na to czasu. Mogłam się biczować i zawalać kolejne sprawy, lub szybko wyciągać wnioski i lecieć dalej. Grozi to pewną znieczulicą – jestem przekonana, że moja wrażliwość na tym ucierpiała. No ale nie da się iść do przodu, jeśli człowiek ciągle analizuje wydarzenia z przeszłości. Tyle razy wałkowałam ten temat, że w końcu nauczyłam się skupiać na tym, co ważne, czyli – dostrzegam własne potknięcia, wyciągam wnioski na przyszłość, naprawiam, co się da naprawić, jeśli trzeba, przyznaję się do błędu lub kogoś przepraszam, a resztą się nie przejmuję. To cudowna umiejętność, która znów przydaje mi się nie tylko w pracy, ale i w życiu codziennym.

6. Jeśli moja praca mi się nie podoba, to powinnam ją po prostu zmienić.
Nie znoszę zrzędzenia i nie znoszę sytuacji, w której pracownik robi pracodawcy łaskę, że pracuje. Umowa obowiązuje obie strony. Mogę się nie zgadzać z polityką firmy, koleżanką z biura lub z przełożonym, ale tak długo, jak firma dziala zgodnie z prawem, a ja dostaję na czas pensję, mam gdzie i na(d) czym pracować, tak długo powinnam angażować się na 100%. Oczywiście przy okazji warto rozmawiać, zgłaszać zastrzeżenia, proponować nowe rozwiązania – generalnie chodzi o to, by nie siedzieć z założonymi rękami i nie czekać, aż problem sam się rozwiąże. Ale pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. Gdy zorientowałam się, że nowe strategie do mnie nie przemawiają, że pod pewnymi działaniami nie chcę się podpisywać, a przez to nie jestem w stanie pracować na 100%, uznałam, że czas zwijać manatki. Bo jeśli nie mogę czegoś zmienić, mam tylko dwa wyjścia – albo się dostosować, albo odejść. Z szacunku do siebie i do innych.

Można odnieść wrażenie, że tych 6 lat w korporacji to było jedno wielkie pasmo udręk. Nic bardziej mylnego. W tym czasie poznałam wiele fantastycznych osób, miałam okazję nie tylko z nimi pracować, ale też spotykać się prywatnie. Ćwiczyłam swój angielski i niemiecki, rozwijałam się i awansowałam (co było przecież nie tylko wyzwaniem, ale też miłym łechtaniem ego), miałam stabilną pracę z fajną pensją, dzięki czemu odbyłam kilka cudownych podróży i mogłam położyć sobie na podłodze białe deski. Nieraz było miło i przyjemnie. Ale to było po prostu miłe i przyjemne. A rozwój i cenne lekcje przychodziły wtedy, kiedy było ciężko. Nie wiem, czy dziś miałabym w sobie siłę, by przejść przez to po raz drugi. Dlatego tym bardziej się cieszę, że miałam okazję zdobyć takie doświadczenie.

A Wy pracujecie lub pracowaliście w korpo? Jakie są Wasze wrażenia i doświadczenia? Ja za wszelką cenę chcę unikać szufladki, która mówi, że etat w korporacji to samo zło, dlatego chętnie poczytam o plusach i minusach, które Wy w takiej pracy dostrzegacie.

Miło mi Cię gościć. Zostańmy proszę w kontakcie:
Prenumerata bloga i Bloglovin to nowe wpisy trafiające prosto do Twojej skrzynki mailowej.
Fanpage na Facebooku to dostęp do wszelkich aktualności.
Instagram to kolorowe kadry mojej codzienności. Pinterest to zbiór wszystkiego, co mnie inspiruje.

Komentarze

  1. Moja przyjaciółka była kierownikiem Pure u mnie w Bytomiu.Była bo od 5mcy jest na L4,tak odbiło się to na jej zdrowiu.Też byla odpowiedzialna za caly zespól.Za codzienne wykonanie planu.Dziennie musiało być iluś nowych klientów zapisanych do sieci Pure.I te wykanczajace konferencje w języku angielskim i tłumaczenie się czemu jest tak bo przecież mogłoby być lepiej.Kajanie się przed szefem na videokonferencji.Teraz zdrowie się jej posypało.Nerwica,żołądek, serce.Jest już po operacji i nie zamierza tam nigdy wracac.Korpo na dłuższą metę zabija.
    CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Szweda Adriana to: Jesienna sypialniaMy Profile

    • Ada, dziękuję za komentarz. Przykro mi, że Twoja przyjaciółka ma za sobą takie przejścia. Mam nadzieję, że stanęła już na nogi! Ośmielę się jednak dodać, że taka sytuacja może mieć miejsce gdziekolwiek, czy to w korporacji, czy to w niewielkiej prywatnej firmie, czy w państwowej placówce. Mam też wrażenie, że są ludzie, którzy lepiej radzą sobie z presją czasu, naciskiem i ciągłym stresem, i tacy, których to szybko rozkłada na łopatki. Wiesz, chodzi mi o to, by nie wrzucać wszystkich do jednego worka, nie każda korpo jest zła, i też nie każdy się do korpo nadaje. Pozdrawiam ciepło!
      CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Happy Place to: Czego nauczyłam się w korporacji?My Profile

  2. Ela

    Podpisuję się pod wszystkim, co napisałaś (nomen omen, uczyłysmy się w tej samej korpo ;-)) Dodam, że podczas moich 5 lat TAM nauczyłam się ufać swoim decyzjom (trafnym i mniej trafionym) – co niezmiernie pomaga mi w moim obecnym życiu zawodowym :-) Odkryłam też, że jestem w stanie nauczyć się dużo więcej (= soft skills ale też hard skills), niż wydawało(by) mi się, że jest dla mnie możliwe :-)

    • Elu, miło Cię tu widzieć! :-) Dziękuję za komentarz. Cieszę się, że też potrafisz pozytywnie ocenić czas spędzony w korpo. Wspomniałaś o ważnej rzeczy, która mi umknęła – to odkrycie, że jest się w stanie nauczyć dużo, dużo więcej, niż początkowo się nam wydaje :-) Nastraja pozytywnie, prawda? Uściski! :-)
      CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Happy Place to: Czego nauczyłam się w korporacji?My Profile

  3. Nigdy nie pracowałam w koroporacji i pewnie nigdy nie będę, za to pracowałam i pracuję nadal w prywatnej placówce medycznej;-) Więc nie wiem jak to jest, choć czasem bywa ciężko ze względu na natężenie pracy, stres, długie godziny pracy i w większości brak normalnych przerw na np. zwykły posiłek. Aga nie wiem jak potoczą się moje losy, bo prawda jest taka, że od dłuższego czasu męczą mnie już dojazdy, natężenie pracy i wiele innych spraw (między innymi brak możliwości juz dalszego rozwoju).Mamy z mężem konkretne plany rozwojowe odnośnie jego działalności, więc tu rozgrywa się nasza przyszłość. Musiałam teraz ostro zwolnić tempo, jestem pierwszy raz od 6lat na L4 i nie wiem czy jeszcze wrócę do swojej firmy (zobaczymy co powie lekarz), ale pewnie mąż będzie naciskał na moje bezpieczeństwo. Choć powiem Ci, że zwolniłam, i dobrze mi z tym, chyba była mi taka przerwa zwyczajnie potrzebna…I pewnie gdyby nie fakt, że czuje się, jak się czuję i mąż razem z lekarzem nie zaczęli na mnie krzyczeć, to na następny dzień poszłabym na 12 godzin do pracy;-)Teraz dziękuję jednemu i drugiemu, że ich posłuchałam;-)pozdrawiam serdecznie

    • No to widzę, że jakieś zmiany życiowo-zawodowe się szykują u Ciebie, co? :-)) Mam nadzieję, że wszystko pójdzie po Waszej myśli. Ja wiem, że dojazdy, stres i długie godziny pracy są męczące. I wcale nie jestem za tym, by poświęcać życie prywatne czy rodzinne dla pracy. Ale powiem Ci, że ten intensywny wysiłek był dla mnie naprawdę dużym doświadczeniem. Zrobiłam się bardziej odporna na stres, no i teraz naprawdę nie boję się ciężkiej pracy :-) Życzę Ci w takim razie dużo spokoju i wypoczynku, uściski dla Was :* :-)
      CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Happy Place to: Czego nauczyłam się w korporacji?My Profile

  4. Nie pracowałam nigdy w korpo, ale swojej działalności też nigdy nie miałam. Po studiach pracowałam jako asystent projektanta w dwóch miejscach i tutaj mam porównanie dwóch różnych biur: kiepskie kontra znacznie lepsze, dlatego nie wszędzie jest źle :). Tak jak napisałaś umowa zobowiązuje dwie strony, a często to tak nie działa, pracownik jest wykorzystywany, wywoływana jest na nim presja, stres, nie ma krzty wyrozumiałości i przyjaznego podejścia. Ja w przeciwieństwie do Ciebie pracowałam w wielu miejscach i mogłabym chyba na ten temat zrobić nieźle długi wpis. Sporo się nauczyłam, ale też jestem bardzo rozżalona tym co się dzieje, jak są traktowani pracownicy, a kiedy dwa lata temu szukałam pracy w Polsce jestem zbulwersowana zdradliwymi ogłoszeniami, pytaniami na rozmowach rekrutacyjnych czy potraktowaniem pracownika za upomnienie się o umowę. Mimo wszystko mogłabym tak ponownie pracować, tylko może byłabym bardziej stanowcza w tym czego ja potrzebuję, nie brałabym pierwszej lepszej pracy, która mi się natrafi. Pozdrawiam
    CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Domowo158 to: Zaniedbane, ale piękneMy Profile

    • No tak, można mieć zupełnie różne doświadczenia.. Niestety wiem, że bywają beznadziejni pracodawcy, oby było takich jak najmniej! Widzisz, Ty jesteś zbulwersowana ogłoszeniami i zachowanem pracodawcy na rozmowach, a mnie czasem dziwiła postawa młodych ludzi starających się o pracę. Przeprowadziłam naprawdę duuuuużo rozmów, szukając ludzi do swojego zespołu, i nie ukrywam, że wśród kandydatów dominuje postawa mocno roszczeniowa.. jak zwykle trzeba by było się spotkać gdzieś po środku :-) Pozdrawiam ciepło!
      CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Happy Place to: Czego nauczyłam się w korporacji?My Profile

  5. Pracowałam poprzednio kilka lat w korporacji informatycznej i tego czasu nie wspominam miło (niestety ludzie traktowani byli, jak zasób i przeliczano pracę na osobo-godziny), teraz pracuję w firmie a la korporacja, ale tu mimo wszystko panuje rodzinna atmosfera i człowiek czuje się człowiekiem, który może popełniać błędy, może dzielić się wiedzą i uzyskiwać ją od innych. Kiedy rano wstaję z myślą, że czas ruszyć do pracy, to nie mam odruchu wymiotnego. Wydaje się, więc, że korporacja korporacji nierówna – na pewno pogłębia doświadczenia i strzeże przed kolejnymi takimi :)
    CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez rękomisie to: SZYDEŁKOWA MYSZ I MYŚLI KILKAMy Profile

    • Magda, nieźle to podsumowałaś ;-) Z pewnością jedna korporacja może się różnić od innej, ale czy każda zniechęca? Przed chwilą właśnie rozmawiałam z koleżanką, która wcale tak źle korpo nie wspomina. Inna aktualnie tak pracuje i też sobie chwali. Myślę, że niemal wszystko zależy od konkretnych ludzi, z którymi mamy na co dzień w pracy do czynienia. Fajnie, że u Ciebie jest miło :-) Pozdrawiam ciepło! :-)
      CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Happy Place to: Czego nauczyłam się w korporacji?My Profile

  6. Mam trochę inne odczucia odnośnie pracy w korpo, ale też staż mam dużo krótszy niż Ty. Przeszłam na moją posadę ponad pół roku temu i to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Z pracy gdzie miałam zmiany nocne, niepłatne weekendy i nadgodziny. gdzie nie wiedziałam z której strony dostanę reprymendę, a przy wypłacie czułam się jak przy dawaniu jałmużny, zmieniłam warunki pracy na dużo lepsze. Odpowiada mi to, że już nie muszę nadzorować pracy innych, odpowiadam tylko za to co sama zrobię. Elastyczne godziny pracy, fajny zespół i magiczne słowo: zakres obowiązków. Teraz moją odskocznią jest blog, a do pracy chodzę z przyjemnością. Lubię korpo-życie
    CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Karolina to: Kuchenne centrum dowodzenia KONKURSMy Profile

    • Karola, jak miło to czytać! Właśnie taką postawę lubię :-) Cieszę się, że udało Ci się zmienić stanowisko i że dobrze Ci się teraz pracuje. Zgadzam się z Tobą, że fajni ludzie, jasny podział obowiązków i elastyczny czas pracy to podstawa. Oby tak dalej! :-) Uściski dla Ciebie :* :-)
      CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Happy Place to: Czego nauczyłam się w korporacji?My Profile

  7. Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni – szkoda, że to przysłowie dotyczy także pracy :(. Uważałam, że praca to tylko dodatek do życia, a życie. Sama pracuję w niby normalnej, ale czasami mam już dość bycia z ludźmi i cieszę się z domowej ciszy :)
    Pozdrawiam serdecznie, Marta
    CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Marta to: w pokoju Ignasia i JulkaMy Profile

    • Marta, czy to źle, że nie zabija, tylko wzmacnia? Uważam, że taki epizod przydaje się każdemu (ważne tylko, by odejść w odpowiednim momencie – bo gdy komuś jest tam źle, to trzeba szukać nowego miejsca). Praca powinna być tylko dodatkiem do życia, chyba że jest też pasją – wtedy cudownie się przeplata z życiem prywatnym, Czego Tobie z całego serca życzę :-) Pozdrawiam ciepło!
      CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Happy Place to: Czego nauczyłam się w korporacji?My Profile

  8. Hahaha ja też mogłabym się podzielić kilkoma radami… ;)
    Teraz zresztą też! Choć Polska Korpo to zupełnie inny kawałek chleba. Już miałam wcześniej możliwość jej zasmakować, ale ta coraz mniej mi się podoba. Jedno co wyniosłam że należny sobie organizować czas – cały czas… Jeśli tego nie zrobię – ktoś za mnie go zorganizuje – a tego bym nie chciała ;)
    Nadal walczę z rzeczami na kt nie mam wpływu :)
    CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Pani KoModa to: Jesienne rozterki! Jak poprawić sobie humor.My Profile

  9. Natka

    Aga, bardzo dobry wpis :) Czytając to, poczułam, że jestem te kilka lat za Tobą i te lekcje które tu opisujesz, to właśnie teraz odrabiam, bo i jakby nie patrzeć, obecna praca jest moją pierwszą „poważną” :) Mimo że to nie korpo, ale reguły są jednak aż nazbyt podobne :) Można się żalić i marudzić, a można przyjąć to jako dobrą lekcję ku samorozwojowi. Nie nie mówił, że będzie lekko :) Jak się pozna samego siebie w trudnych pracowych sytuacjach, i nawet jak człowiek sam się na sobie przejedzie, że dał się w coś wrobić, że zrobił nie taki ruch, że siebie nadwyrężył, to jest to realny odnośnik do głębszych przemyśleń, jak to kiedyś zrobić lepiej. Rynek pracy też jest jaki jest i warto postawić na bycie „agile” :)

    • Natka, myślę, że przy Twoim trybie i ilości pracy szybko nadrobisz „zaległości”, o których piszesz :-) Korpo, nie korpo – ważne, żeby się sprawdzić w trudnych warunkach, przetrwać okres bardzo intensywnej pracy i odnaleźć model, który nam idealnie pasuje :-) Uściski!
      CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Happy Place to: Pożegnanie z minimalizmem?My Profile

  10. Nie pracuje w korporacji, tylko w instytucji kulturalnej. W pracy jest bardzo ok, jednakże ja mam działalność dodatkową: udzielam lekcji z angielskiego. Chętnych coraz więcej, zmęczenie zaczyna dawać się we znaki. Właśnie dziś wstałam z objawami choroby, niby-przeziębienia. Odwołałam lekcje, i dziś i jutro. Teraz myślę, że to żadne przeziębienie, tylko organizm powiedział: Stop. Mimo pięknej pogody siedzę w domu i scrapuję (tak, tak, jeszcze tym się zajmuję :), ale to akurat wielka radość). Lubię uczyć, ale po dzisiejszym dniu stwierdzam, że po prostu czasem trzeba zwolnić.

    • Skąd ja to znam? :-) Też właśnie wychodzę z przeziębienia, które czaiło się na mnie od trzech tygodni.. i też myślę, że organizm potrzebował zwolnienia obrotów. Nigdy nie ma dobrego czasu na chorowanie, ale czasem trzeba się wypisać z życia i po prostu pobyć :-) Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego scrapowania!
      CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Happy Place to: Pożegnanie z minimalizmem?My Profile

  11. Myślę, ze punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, jak to mówią.
    Pracuje w korporacji prawie 17 lat. Zaczęłam kiedy jeszcze nie była korporacją :P
    Fakt, że to moja czwarta praca ma wpływ na to, że jednak w niej wciąż jestem.
    Obecnie rozwijam się we własnym zakresie. Bo w pracy za bardzo już nie mam gdzie. Dopadł mnie szklany sufit :P
    Praca obecna jest dodatkiem. Finansowym. Wciąż marzę o pogodzeniu pracy z pasją i kusi mnie bardzo home staging :)
    Nie mnie jednak patrząc na rynek pracy staram się nie narzekać. Dopóki nie zmieniłam swojego podejścia też miałam odruch wymiotny na myśl o wstaniu do pracy. Jednak gdy zmienia się perspektywa , na pewne rzeczy patrzymy już inaczej.
    CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez GosiaSkrajna to: Świąteczne dekoracje w grudniuMy Profile

Odpowiedz na „VisellAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge