Wystarczy chcieć cz. II, czyli Happy Place w „Czterech Kątach”

Kochani, to trwało dokładnie dwa lata. Choć ciężko mi w to uwierzyć, właśnie tyle czasu minęło od dnia, w którym zamknęłam za sobą drzwi korporacji. Po drodze zaliczyłam jeden biznesowy niewypał oraz porażkę w procesie rekrutacji do Ikei. Mnóstwo lekcji, wzlotów, upadków, dni lepszych i gorszych. Mnóstwo zarwanych nocy, przepracowanych weekendów i chwil zwątpienia, przeplatanych poczuciem luzu, swobody i satysfkacji. Na szczęście wiedziałam, że tak będzie. Rozterki, porażki i rezygnację z pewnych przyjemności uważam za niezbęny element rozwoju.

happy_place_w_czterech_kątach

Przez ostatnie dwa lata intensywnie pracowałam nad zbudowaniem dla siebie nowej rzeczywistości zawodowej. Jak ten osioł uparłam się na łączenie pracy z pasją. Nie wiedziałam jeszcze, jak germanistka z wykształcenia, a korpoludek z doświadczenia, ma zająć się wnętrzarską i blogową freelancerką, ale wiedziałam, że bez walki się nie poddam. Że nieprędko zafunduję sobie kolejną taką szansę, jaką jest kilkumiesięczny urlop bezpłatny czy rezygnacja z etatu. Nie do końca jeszcze wiedziałam, co chcę robić, jednak myślami regularnie wracałam do dwóch zdań nieśmiało kiedyś wypowiedzianych. A właściwie to tak rzuconych mimochodem, bez przekonania, że to może się kiedyś spełnić. Za pierwszym razem powiedziałam sobie, że chciałabym pisać i podróżować, za drugim zaś, że pragnę stylizować sesje zdjęciowe.

Jak to się stało, że w ciągu dwóch lat, pozbawiona jakichkolwiek wpływowych kontaktów, za to z CV w kieszeni, które w szeroko rozumianej branży wnętrzarskiej absolutnie nic nie znaczy, rozpoczęłam stałą współpracę z agencją nieruchomości jako home stager? A ta praca w efekcie doprowadziła mnie do roli stylistki sesji zdjęciowych? Jakim cudem mam za sobą ponad 30 domów i mieszkań przygotowanych do sprzedaży oraz 15 wystylizowanych sesji, z których pierwsza właśnie ukazała się w październikowym numerze „Czterech Kątów”? W dodatku towarzyszy jej mój tekst (co prawda poddany korekcie w redakcji, ale jednak mój)?

Okazało się, że spełniłam swoje marzenia co do joty. Przygotowuję wnętrza do sesji (zarówno sprzedażowych, jak i dla prasy wnętrzarskiej), podróżuję bliżej i dalej (trzymajcie kciuki za to „dalej”), no i piszę, bo tekst do „Czterech Kątów” jest moim pierwszym, ale już wiem, że nie ostatnim. W dodatku pracuję w miłym towarzystwie, odwiedzam fantastycznych ludzi i choć mam zleceniodawców, to tak naprawdę nie mam szefa.

Co mi w tym pomogło?

1. Plan i zabezpieczenie finansowe.
Decyzję o odejściu z etatu podjęłam mniej więcej z rocznym wyprzedzeniem. Dość szybko poinformowałam o tym moich przełożonych (uznałam, że to będzie ryzykowne, ale uczciwie) i zaczęłam intensywnie oszczędzać na swoje bezrobocie. Nie wiedziałam jeszcze, co będę robić, wiedziałam tylko, że potrzebuję kilku miesięcy wolnych od presji i pośpiechu, by spokojnie wsłuchać się w siebie. I tu niezbędna była poduszka finansowa – najpierw, by ten odpoczynek był naprawdę odpoczynkiem, a nie ciągiem dni wypełnionych wyrzutami sumienia (że się lenię, zamiast zarabiać), a potem, by sfinansować kurs home stagingowy przeprowadzony pod szyldem House Doctor Polska (zdecydowanie był to punkt zwrotny w mojej karierze).

2. Wiara w siebie.
Przyznaję bez bicia – zawsze uważałam, iż mogę robić coś innego, niż wszyscy (tak, wiem, jak to brzmi, no ale tak właśnie było..). Wiedziałam, że na chleb chcę zarabiać zupełnie inaczej niż przeciętny Kowalski. Nie umiem dokładnie powiedzieć, skąd mi się to wzięło, ale wiem, że bez tego nastawienia nie byłoby mnie tutaj. W dodatku moje podejście jest połączone z silnym przekonaniem, że potrafię wiele zdziałać. Szereg różnych doświadczeń udowodnił mi, że to nie talent jest najważniejszy, lecz konsekwencja i zaangażowanie, dyspozycyjność, szybka reakcja i elastyczność. Znam swoje ograniczenia, ale lubię się uczyć, jestem otwarta na konstruktywną krytykę, no i wiem, czym moje ewentualne braki nadrobić (nie, nie są to długie nogi, patrz punkt 3).

3. Ciężka praca.
Szukanie pomysłu na siebie, zdobywanie nowych kwalifikacji, praca na 200%, by udowodnić, że zleceniodawca się nie pomylił. Do tego dochodzi przedzieranie się i samodzielne wydeptywanie ścieżek, co oznaczało dla mnie olbrzymi wysiłek. Pracę nie tylko zawodową, ale także pracę nad sobą. Codzienne motywowanie się, zagłuszanie negatywnych myśli, ale kiedy trzeba, to i weryfikację działań. Teraz już jest łatwiej, znalazłam się w miejscu, w którym chcę być i cały wysiłek wkładam w utrzymanie tego kursu. Ciągle analizuję, co jeszcze mogę zrobić lepiej, gdzie znaleźć dobre zlecenia i czy mogę coś poprawić w relacjach z klientem. Nadal w każde zadanie angażuję się maksymalnie, ale już nie tracę czasu na poszukiwania siebie i swojej nowej roli zawodowej. Uff.

Paradokslanie, w każdym z tych punktów pomogło mi doświadczenie pracy w korporacji, ale to temat na osobny wpis (który chodzi mi po głowie od ponad roku). Chcecie? :-) Tymczasem zachęcam Was do lektury październikowych „Czterech Kątów” – znajdziecie tam urocze mieszkanie moich serdecznych znajomych (uwielbiam zarówno to wnętrze, jak i jego właścicieli!). @Martyno, Darku – z całego serca Wam dziękuję za tę możliwość, za Wasze zaangażowanie i wiarę we mnie. A wszystkim Wam życzę dobrego i spokojnego weekendu :-)

PS. Jeśli lubicie czytanie do poduszki, polecam Wam również pierwszy wpis z cyklu „Wystarczy chcieć” :-)

Komentarze

  1. GosiaSkrajna

    Wiesz zazdroszczę ale tak szczerze i z nadzieją że kiedyś na mnie przyjdzie kolej ;). Odkąd parę lat temu siostra powiedziała mi że to na co wydajemy najwięcej pieniędzy może stać się paradoksalnie twoja pasją i zarobkowym sposobem na życie trzymam się tej nadziei;)

  2. Bardzo ciekawy wpis. Lubię u Ciebie czytać o tym jak rozkładasz skrzydła i fruniesz :) Punkt dwa myślę, że jest bardzo ważny. U mnie z wiarą w siebie jest różnie. Ale zauważyłam, że przez bloga stałam się pewniejsza siebie, że mam dużą wiedzę, ale brak doświadczenia. Organizuję się i staram to nadrobić :) Życzę dalszych sukcesów! I napisz koniecznie o doświadczeniach zebranych w korpo :) Pozdrawiam.
    CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Domowo158 to: „Must Have”My Profile

  3. Martyna

    Aga, bardzo nam miło! To dzięki Tobie przeżyliśmy taką fajną przygodę:)))
    Trzymamy mocno kciuki za Ciebie, a Ty…po prostu rób swoje, bo świetnie Ci to wychodzi! :-))))

  4. Mam bardzo duże doświadczenie zawodowe i czuję się tym już zmęczona. Jestem na rozdrożu, na którym Ty byłaś. Podziwiam, że zabrałaś się do realizacji swoich celów bardzo racjonalnie. Będę podglądać i kibicować .

  5. Ja też poniosłam porażkę w procesie rekrutacji do Ikea, nawet dwukrotnie ;) Pokrzepiająca jest Twoja historia. Ja niestety usłyszałam „nie” tyle razy, że zupełnie się zniechęciłam. A teraz stoję na rozdrożu i nie wiem w którą stronę ruszyć. Pozdrawiam

    • No widzisz, to może w tych porażkach tkwi jakiś potencjał? :-)) Piszesz o rozdrożu.. nie jestem za tym, by życiowe decyzje podejmować spontanicznie, u mnie sprawdził się długofalowy plan, który zakładał również zgromadzenie pewnych oszczędności. Trzymam kciuki za Ciebie! :-) Uściski!
      CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Happy Place to: Pozwólmy dzieciom się nudzićMy Profile

Odpowiedz na „MichalinaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge