Jak kupiłam Kitchen Aida za prawie 1/3 ceny

Wiele potrafię sobie wytłumaczyć i jeśli nie mam wyjścia, z wielu rzeczy jestem w stanie zrezygnować. Na przykład z koncertu Maroon 5. Pamiętacie, jak w postanowieniach noworocznych pisałam o koncercie takim, żeby ciary szły po plecach? W głębi ducha myślałam właśnie o nich. Jakież było moje zdziwienie, gdy się dowiedziałam, że będą w tym roku w Krakowie. Pech chciał, że w tym samym czasie zaplanowaliśmy już wyjazd w Bieszczady. I tylko ode mnie zależało, czy będę narzekać na nieszczęśliwy splot wydarzeń, czy też będę się cieszyć na wyjazd w miłym gronie.

Dwa razy rezygnowałam też z wyjazdu do Mediolanu, chociaż bilety były już kupione. Raz z powodu ankowego zapalenia płuc, które osłabiło również moją formę, a drugi raz z powodu poczucia zagrożenia (było to krótko po zamachach w Paryżu). Zrezygnowałam też z propozycji współpracy ze znajomym fotografem, choć gra była warta świeczki, bo kontrahent znany, a zdjęcia miały się pojawić na billboardach. Musiałabym jednak nagiąć swój światopogląd (jako wegetariance ciężko byłoby mi się pod tą kampanią podpisać) i zmienić rodzinne plany.

Czasem więc blokują mnie sprawy, na które nie mam najmniejszego wpływu, a czasem wcześniejsze decyzje, których nie chcę zmieniać, by nie tracić twarzy lub spokoju ducha. Życie to sztuka wyboru – przekonuję się o tym każdego dnia. I nawet, gdy konsekwencje moich decyzji mnie nie zachwycają, zazwyczaj nie robię dramatu, bo najzwyczajniej w świecie szkoda mi na to czasu i energii. Tego akurat nauczyłam się w korpo – trzeba szybko wyciągać wnioski, ale bez rozmieniania się na drobne, bo życie (i praca) czeka.

Oczywiście są też sprawy i rzeczy, z których rezygnować absolutnie nie zamierzam. W głowie mam sporo pragnień i marzeń. Bez zastanowienia mogłabym wymienić ich co najmniej sto. Ale to wcale nie oznacza, że każdego dnia podążam w kierunku ich zaspokajania czy realizacji. Robię swoje, intensywnie pracuję, cieszę się życiem, otaczam się fajnymi ludźmi, a przy okazji jestem otwarta na to, co mi los przyniesie. To oznacza, że mam oczy i uszy szeroko otwarte, że głośno i wyraźnie mówię o swoich potrzebach, i potrafię prosić o pomoc lub przysługę, jeśli tylko czuję życzliwość po drugiej stronie. I mam wrażenie, że ta moja gotowość do przyjęcia darów losu autentycznie je przyciąga :-)

I tak, na przykład, podczas jednej z rozmów z mamą mojego szanownego małżonka, kiedy to zachwycałam się pożyczonym od koleżanki Kitchen Aidem, usłyszałam, że skoro ten kiciuś taki fajny i drogi, to możemy go sobie kupić na spółkę. Dwa razy nie trzeba mi było tego powtarzać! Propozycja była jak najbardziej logiczna – mieszkamy przecież w tej samej kamienicy, więc bez problemu możemy się sprzętem wymieniać. Problemu z wyborem koloru o dziwo też nie było, żółty kiciuś pożyczany od Martyny tak mi się spodobał, że zapragnęłam mieć taki sam. Pozostało więc tylko znaleźć sklep. Rozważałam różne opcje – sprowadzanie ze Stanów (co ze względu na inne napięcie w gniazdkach wiązałoby się z koniecznością zakupu transformatora), zakup amerykańskiego modelu w Polsce i przeróbka w serwisie (tak by dostosować sprzęt do naszego napięcia), ale ostatecznie zdecydowałam się na skorzystanie z polskiego outletu. Dzięki temu, że mój kiciuś ma mikroskopijną rysę na lakierze w miejscu, które zasłania misa, mogłyśmy go kupić za 2.200 zł, czyli ok 700 zł taniej niż w standardowej ofercie. A że tę kwotę dzieliłyśmy na pół, finalnie ta przyjemność kosztowała mnie niewiele ponad 1.000 zł :-)

I tak kiciuś mieszka sobie raz u mnie, raz dwa piętra wyżej. Wymieniamy się nim z mamą w zależności od potrzeb i absolutnie mi nie przeszkadza, że nie jest tylko mój na własność. Wręcz przeciwnie – świadomość, że znów rozwaliłam system i że jeden kiciuś służy dwóm rodzinom, sprawia mi niebywałą przyjemność. Taką samą jak przygotowywanie wypieków w jego towarzystwie.

PS. Na zdjęciach widzicie kiciusia pożyczonego od mojej koleżanki. Gdy przygotowywała tekst i zdjęcia do tego wpisu, mój prywatny kiciuś był w serwisie u szanownego małżonka (okazuje się, że nawet upadek z blatu na podłogę nie jest w stanie go zniszczyć – ale o tym napiszę może innym razem ;-).

happy_place_jak_kupiłam_kitchen_aida_2 happy_place_jak_kupiłam_kitchen_aida_1 happy_place_jak_kupiłam_kitchen_aida_5 happy_place_jak_kupiłam_kitchen_aida_4 happy_place_jak_kupiłam_kitchen_aida_3

Miło mi Cię gościć. Zostańmy proszę w kontakcie:
Prenumerata bloga i Bloglovin to nowe wpisy trafiające prosto do Twojej skrzynki mailowej.
Fanpage na Facebooku to dostęp do wszelkich aktualności.
Instagram to kolorowe kadry mojej codzienności. Pinterest to zbiór wszystkiego, co mnie inspiruje.

Komentarze

  1. Jezusiemaryjo upadek???!!!! Już widzę Twój stan przedzawałowy! A tak poważnie, ja też rozważałam zakup KA w outlecie, ale nadarzyła się okazja, by kupić go w standardowej cenie, ale w zestawie z dodatkową szklaną dzieżą i mieszadłem z silikonowym zgarniaczem. Po dłuższym zastanowieniu po prostu poszłam do sklepu i go kupiłam. W razie draki zanoszę do nich i oni martwią się o serwis – choć wolałabym, by taka sytuacja nie nastąpiła :) Niech Ci się dobrze sprawuje – ja ze swojego jestem baaardzo zadowolona :) Pozdrawiam ciepło, Marta

    • Marta, miałam wrażenie, że to nie dzieje się naprawdę – szybko jednak zauważyłam, że kiciuś jest cały i nadal się rusza. Uff! Mieszadło z silikonowym zgarniaczem fajna sprawa – też będę polować :-)
      Kiciuś sprawuje się świetnie, przez niego jestem jeszcze bardziej uzależniona od wypieków – trzeba mnie powstrzymywać :-) Ty też tak masz? Pozdrawiam serdecznie!
      PS. Jaki masz kolor? :-)
      CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Happy Place to: Jak kupiłam Kitchen Aida za prawie 1/3 cenyMy Profile

  2. Wowo – bravo Ty, że tak sprytnie to rozegrałaś! Czekam z niecierpliwością na tekst za trzy miesiące z podsumowaniem i ogólną oceną zadowolenia z użytkowania tego sprzętu. Fajnie by było się przekonać, czy cena jest ściągnięta z kosmosu i płaci się za logo, czy za dobrą jakość i długą żywotność. :)
    CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Jan Machyński | SoczekPomarańczowy.pl to: Czemu tak bardzo nie lubię telewizorów we wnętrzach?My Profile

    • Ja jestem zachwycona, ale muszę też przyznać, że nie mam żadnego porównania z podobnymi sprzętami z niższej półki cenowej. Kiciuś spisuje się świetnie (i chyba jest nieśmiertelny – podłoga gorzej zniosła ten upadek niż on), ale przypuszczam, że płaci się też za logo i dizajn. Raz w życiu można ;-) Pozdrawiam!
      CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Happy Place to: Jak kupiłam Kitchen Aida za prawie 1/3 cenyMy Profile

  3. Grunt to znaleźć rozwiązanie, które nam odpowiada. Wasze wyszło dwóm rodzinom na zdrowie:) Przyznam się, że nie jestem tak konkretna w podejmowaniu decyzji jak Ty i zbyt wiele rozpamiętuje po kątach. Ale pracuję nad tym, mocno i wytrwale i stwierdzam, że dobrze mi z tym:) Maszyna rewelacyjna. Moja mama z 20 lat temu kupiła Termomixa, kosztował wtedy (teraz niestety też) ogromne pieniądze. Do dziś śmiga, w rewelacyjnym stanie, niczym nie ujmuje obecnym sprzętom i za to go podziwiam. Możliwa, że może znajdę życzliwą sąsiadkę na nowych włościach, która dokona ze mną takiego zakupu jak Ty i Mama:)

    • Aniu, ja też się taka konkretna nie urodziłam – cały czas się tego uczę, a walka o rozwój i przyszłość mojej jednoosobowej firmy mobilizuje do działania i szybkich decyzji :-) Wiem, że Ty też sobie poradzisz, w dobrą stronę idziesz! Co do termomixa, to też widzę i słyszę, że świetnie się sprawuje nawet u osób, które mają go już kilkanaście lat – a korzystają z niego właściwie codziennie. Jak widać – czasem warto. Najbardziej mnie irytuje, gdy wydam na coś większą kasę, a okazuje się, że nie idzie za tym żadna jakość.. ale to temat na zupełnie inną dyskuję. Trzymam zatem kciuki za życzliwą sąsiadkę i życzę pięknego dnia :* :-)
      CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Happy Place to: Jak kupiłam Kitchen Aida za prawie 1/3 cenyMy Profile

  4. Ha! Fajnie się dogadałyście;-) Swoją drogą też dogadałam się z teściową i jeżdzę na stację kolejową jej samochodem, którego ona już nie używa (spytałam się, czy jest taka możliwośc, skoro ona już nie jeździ, a ja nie mam swojego)…i najlepsze jest to, że nie czuję presji, że to auto teściowej. Co do życia, to w pełni się z Tobą zgadzam, że to sztuka kompromisu…i tak np. ostatnio stoimy z szanownym małżonkiem przed dylematem…chcemy kupic nowe auto, jego oczywiście przeszłoby w moje łapki…I nieźle się podpaliliśmy na nową brykę, przeglądaliśmy już katalogi, już widziałam jak mkniemy nową furą po autostradzie, włączamy ulubioną płytę i wszyscy śpiewamy…ale stwierdziliśmy, że mimo wszystko wolimy zainwestowac w sprzęt, znów bardziej rozwinąć firmę,a nowa brykę kupimy może za rok lub półtora kiedy nasz niecny plan zacznie przynosić kolejne zyski…;-) Nie wiadomo oczywiście co przyniesie los, bo niby warto żyć chwilą, ale nas już życie nauczyło, że czasem warto poczekać;) Ściskam mocno!

    • No i brawo! :-) Fajnie jest szukać korzystnych rozwiązań, czasem się podzielić, czasem poczekać – podoba mi się Twój system z samochodem teściowej. A nowe auto jeszcze zdążycie sobie kupić. My na przykład mamy teraz dwa małe samochody (jeden nasz prywatny, drugi służbowy męża – prywatne większe auto sprzedaliśmy). Znajomi nie raz się dziwią, jak my się do nich mieścimy.. faktycznie, czasem jest niewygodnie w tych trzydrzwiowych autach, ale gdy naprawdę potrzebujemy czegoś większego, pożyczamy od rodziny lub znajomych, zawsze też można skorzystać z wypożyczalni. Ma to dla mnie większy sens niż pakowanie się w zakup dużego samochodu, który jest potrzebny przez 3 tygodnie w roku ;-) Uściski :* :-)
      CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Happy Place to: Jak kupiłam Kitchen Aida za prawie 1/3 cenyMy Profile

  5. Budyniowy Kiciuś to jest to;))))
    Poczekaj tylko, jak się nasze dwa spotkają! I jakie cuda nam upieką;)))
    Jeszcze tyle niezapomnianych wypieków przed nami.
    Uściski sąsiadko!

  6. Upadający na podłogę Kiciuś to gorsze jak szok poporodowy:) Pewnie świat Ci się na chwilę zatrzymał i całe życie przetoczyło się przed oczami.Masakra.Ten sprzęt jest cudowny, tylko nie w tym kolorze bo żółty to nie mój ulubiony.Ja marzę o czarnym , czerwonym lub takim ekri:) Może kiedyś … ale z nikim na spółkę, bo musiałby być tylko mój;)
    CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Szweda Adriana to: Ikea Hacks, mini komódka MoppeMy Profile

    • Ada, żebyś wiedziała, że nagle czas się zatrzymał! Na szczęście wszystko się dobrze skończyło.
      Czarny kiciuś byłby bardzo rasowy! Czerwony klasyk, a ekri uniwersalny – życzę Ci konieczności rozstrzygnięcia tego kolorowego dylematu :-) Uściski!
      CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Happy Place to: Katastrofalne skutki złego humoruMy Profile

  7. Śliczny kolorek :) Brawa za pomysł kupna na spółę i wybór z outletu. Również kupując drogie rzeczy decyduję się na wyprzedaże, przeceny i sklepy outletowe.
    Pozdrawiam cieplutko, Marta
    CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Marta to: naturalna dekoracja d.i.yMy Profile

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge