Młody przedsiębiorca po przejściach, czyli ciemne strony samozatrudnienia

Dzieje się na wszystkich frontach. Zarówno w Happy Place, jak i w Borrówce, istne urwanie głowy. Baśniowe sesje zdjęciowe, home staging, warsztaty. Momentami ciężko mi aktualizować blog na bieżąco – nie potrafię wrzucić Wam tutaj trzech zdań z krótką informacją, czym się aktualnie zajmuję. Szerszy wgląd w moją codzienność da Wam śledzenie Happy Place i Borrówki na Facebooku oraz Instagramie (kto by pomyślał?! :-).

happy_place_26_11_2015

Teraz jednak Was nigdzie nie odsyłam. Zostańcie proszę ze mną, bo chciałam Wam szczerze napisać, jak wychodzi mi to całe godzenie pracy zawodowej (z pasją, a jakże!), z życiem prywatnym.

W ostatnim czasie otrzymałam od Was mnóstwo miłych słów, gratulacji i duchowego wsparcia. Wielu z Was kibicuje mi zarówno w wirtualnym, jak i w realnym świecie. Informacje, które Wam udostępniam, niejako dowodzą tego, że moja decyzja o założeniu własnej działalności i podążaniu za głosem serca była słuszna. Chwalę się osiągnięciami i pięknymi zdjęciami, bo faktycznie jest czym. Na przestrzeni kilku tygodni pojawiłam się najpierw w Blogowisku „Mojego Mieszkania”, a potem w grudniowym numerze, w którym zaprezentowałam Wam swój dom. Moja współpraca z Domem z Pomysłem się rozwija, przygotowuję do sprzedaży coraz ciekawsze nieruchomości (o home stagingu więcej wkrótce), a do tego niedawno otrzymałam propozycję od redakcji „Mojego Mieszkania”, by wziąć udział w Kiermaszu Świątecznym organizowanym w Pałacu Prymasowskim, wystąpić tam z dekoracyjnym stoiskiem i poprowadzić warsztaty z artystycznego pakowania prezentów. Połączyłam tę imprezę z Borrówką i wspólnie z moją przyjaciółką udałam się do stolicy, by inspirować odwiedzających kiermasz, poznać osobiście kilka przemiłych blogujących koleżanek, porozmawiać z redakcją „Mojego Mieszkania” i generalnie zrobić kolejny ważny krok w karierze.

Realizuję bardzo ciekawe projekty, współpracuję ze świetnymi fotografami, aranżuję świąteczne i baśniowe sesje zdjęciowe, przy czym się znakomicie bawię. Ostatnio miałam okazję sprawdzić się w prowadzeniu warsztatów i powiem Wam, że uwielbiam tę atmosferę i cudowną energię, którą otrzymuję od zaangażowanych uczestniczek.

O sukcesie finansowym jeszcze mówić nie mogę, ale sam fakt, że Happy Place i Borrówka otrzymują coraz więcej zleceń, są coraz bardziej rozpoznawalne i pojawiają się w branżowych mediach, z pewnością jest dla mnie dużym osiągnięciem.

To wszystko brzmi fantastycznie i naprawdę dostarcza fantastycznych wrażeń. Cieszą mnie moje postępy i wiem, że idę w dobrym kierunku. Jednak wszystkie te działania okupione są dużym wysiłkiem. Prawdę mówiąc, nie spodziewałam się, że pracy będzie aż tyle. Absolutnie nie narzekam, wręcz przeciwnie, cieszę się, że sporo się wokół mnie dzieje i jest zainteresowanie moją działalnością. Jednak teraz bardzo wyraźnie czuję, jak wiele pracy mnie omijało, gdy „spokojnie” pracowałam u kogoś na etacie. W chwili obecnej mam kilka ról. Oprócz tego, że wykonuję kwintesencję swojej działalności, czyli realizuję zlecenia z branży wnętrzarsko-dekoratorskiej, zajmuję się też marketingiem, pozyskiwaniem klientów, księgowością, twardym i miękkim HRem (tak, czasem sama muszę ze sobą pogadać i się zmotywować :-), no i oczywiście blogowaniem. W ciągu dnia pracuję jakieś 7 godzin, bo mniej więcej tyle czasu Ania spędza w przedszkolu. Popołudniami odbieram telefony, czasem odwiedzam klientów, aktualizuję FB, ogarniam dom. Wieczorami staję przed wyborem, czy napisać nowy tekst na bloga, zrobić księgowość, czy też może spędzić wreszcie trochę czasu z mężem. Pojęcie weekendu przestało dla mnie istnieć, gdyż właśnie wtedy realizujemy wiele projektów. Chodzę spać o dziwacznych porach i mam wrażenie, że ciągle z czymś nie wyrabiam.

Nie piszę tego po to, by ponarzekać lub kogoś wystraszyć. Uważam jednak, że szczerość Wam się należy, a obrazki publikowane przeze mnie w sieci pokazują tylko część prawdy. Jeśli zastanawiacie się nad powtórzeniem mojego scenariusza, miejcie na uwadze to, że własna działalność to nie sam lukier na pączku ani kąpiel w ptasim mleczku. Oprócz ogromnej radości i satysfakcji, a także specyficznie rozumianej elastyczności, jest to sporo wyzwań i wyrzeczeń, ogrom pracy, chwile zwątpienia i tęsknota za najbliższymi, którzy być może nawet są za ścianą, ale niedostępni, bo w komputerze, przy kuchennym stole, czeka praca, której nikt za nas nie wykona.

Jednocześnie chcę też zaznaczyć, że ten tekst powstawał w chwili, gdy wychodziły ze mnie emocje związane z bardzo intensywnym tygodniem. Musiałam dać upust emocjom i teraz mogę spokojnie gnać dalej do przodu. Nie poddaję się – wierzę, że dobry plan i intensywna praca doprowadzą mnie do celu. Choć czasem mam wrażenie, że ciepła etatowa posadka pozwoliłaby mi bardziej cieszyć się życiem rodzinnym, nie rezygnuję, nie zawracam w pół drogi, lecz każdego dnia motywuję się jeszcze bardziej. Na nowo tworzę strategie marketingowe, uczę się na swoich błędach i tłumaczę sobie, że budowanie własnej marki wymaga czasu, inwestycji, odwagi i pokory.

Ciekawa jestem, jakie Wy macie doświadczenia w tej dziedzinie. Snujecie plany o założeniu własnej działalności, prowadzicie swój biznes, czy też może jesteście spełnieni na etacie? Chętnie poznam Wasze historie :-) Pozdrawiam Was ciepło i obiecuję znów bywać tu częściej :-)

Borrówka_kiermasz_świąteczny_7

Komentarze

  1. Aga, bardzo się cieszę z tego, że to, co robisz dodaje Ci skrzydeł (w końcu to praca marzeń). Wiem (z doświadczenia – od jakiegoś czasu działam na dwóch etatach (jeden z nich to moja działalność,a druga ta bardziej zawodowa – korporacyjna), jak wiele czasu i zaangażowania pochłania to wszystko, i czasami naprawdę trzeba rozważać takie rzeczy – czy pobawić się z dzieckiem, czy odwiedzić rodzinę, czy może jednak nadrobić zaległości w pracy.

    Mimo tych częstych dylematów, podobnie, jak Ty, nie mam zamiaru przestać – to niesie tak wielkie pokłady satysfakcji i w jakiś sposób dowartościowuje (w końcu do wszystkiego dochodzimy własnymi siłami i z pomocą umiejętności). Od zawsze powtarzam. że od tego trzeba wyjść – od własnych talentów (od tego, co się ma, co się umie) tu i teraz.
    CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez le chat noir to: Szydełkowa lalka HelenkaMy Profile

    • Magda, Ty od dawna jesteś dla mnie wzorem do naśladowania – konsekwencja, z jaką łączysz obydwa zawodowe światy, budzi we mnie ogromny podziw. Łatwo się domyślić, że za tą konsekwencją stoi ogromna satysfakcja, którą przynosi Ci budowa swojego własnego „imperium” (choć to chyba nie najlepsze słowo, za zimne jakieś). Wiedziałam, że nie będzie lekko, ale wielu dylematów po prostu się nie spodziewałam. Jednak nie ma co się poddawać, czasem trzeba najzwyczajniej w świecie się wyspać i znów przeć do przodu (samo się nie zrobi ;-). Pozdrawiam ciepło! :-)
      CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Happy Place to: Młody przedsiębiorca po przejściach, czyli ciemne strony samozatrudnieniaMy Profile

  2. U mnie nie dzieje się prawie nic, ale i tak czasu brakuje ;) Te „elastyczne godziny pracy” to trochę zmora, bo u mnie wygląda to tak, że często po prostu kładę się spać nad ranem, na chwilę, a później pół weekendu przesypiam ;) Nno i jak to ja, mam ciągłe wątpliwości odnośnie sensu wszystkiego związanego z blogiem – chyba wychodzi ze mnie lekkie zmęczenie i potrzeba „urlopu”, ale z drugiej strony jak to zostawić? ;)

    Bardzo się cieszę z Twoich sukcesów i mocno kibicuję. To dla mnie taka motywacja, że jednak się da i może jednak jest w tym wszystkim jakiś sens :) Uściski! :)
    CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Ola | Mikmok blog to: Kolorystyczne trendy na jesień 2015: PANTONE 18-4726 biscay bayMy Profile

  3. Od kiedy myślę o życiu w miarę realistycznie z premedytacją unikam tematu własnej działalności. Pracuję w dużej firmie, w zadaniowym czasie pracy i tyle elastyczności mi wystarczy. W zamian dostaję pewność, że mój wolny czas należy tylko do mnie. Coś za coś.
    Przy dwójce dzieci, budowie i wymagającym etacie i tak nie mam się kiedy nudzić. ;-)
    CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Little Dirty Angel to: Bułeczki gryczane na zdrowe śniadanieMy Profile

  4. Bardzo fajny post, ukazujący, że nie wszystko jest takie piękne. Ale jakby nie było cięższych chwil, to chyba byłoby nudno! A poza tym, z każdej sytuacji można wyciągnąć wnioski, człowiek uczy się całe życie :) I mimo tych chwil zwątpienia to satysfakcja z połączenia pracy z pasją musi być ogromna!
    Świetnie wyglądasz na tych wszystkich zdjęciach, widać, że jesteś szczęśliwa :) tak trzymaj!

    Jeśli chodzi o mnie, to gdzieś tam w sferze dalekich marzeń jest własna działalność… najlepiej jakiś punkcik z rękodziełem bądź kawiarnia :) ale raczej nie wiążę z tym większych nadziei.

    Mam pytanie – jak robisz te opakowania na prezenty? ;) w sensie chodzi mi o tą bazę. Używałaś jakichś gotowych torebek, czy składałaś papier?
    CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Greenfrog to: Eleganckie sztyftyMy Profile

    • Kochana, trzymam kciuki za Twoje pomysły i marzenia, o ile faktycznie chcesz wcielać je w życie. Kawiarnia z rękodziełem to byłoby to :-)
      Bardzo Ci dziękuję za miłe słowa. Jestem szczęśliwa, choć ciut zmęczona, czasem ogarnięta wątpliwościami, ale mimo wszystko zdeterminowana :-)
      Co do pakowania prezentów, polecam Ci zajrzeć do grudniowego „Mojego Mieszkania” – tam znajdziesz moją instrukcję krok po kroku :-) A teraz tylko Ci zdradzę, że wykorzystywałam gotowe torebki kupowane na Allegro. Pozdrawiam ciepło :-)
      CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Happy Place to: Młody przedsiębiorca po przejściach, czyli ciemne strony samozatrudnieniaMy Profile

  5. Aga wiem o czym piszesz, bo jak już wcześniej mówiłam, mamy trochę w tej kwestii doświadczenia;) Weekendy nie istnieją, bo pracy ostatnio jest tyle, ze trzeba zwyczajnie przysiedzieć, doba szkoda, że nie jest dłuższa. Brakuje czasu na inne sprawy, ale jeśli on w koncu jest bardzo celebruje się takie chwile. Czasami mamy z mężem wrażenie,że jest klęska urodzaju…bo na początku ekscytuje każde nowe zlecenie, tym ważniejsze, że 90 % jest z polecenia;) a potem tych zleceń jest tyle, wszystkie zbiegają się w podobnym czasie, że człowiek nie wie w co ręce włożyć. I ci, co nie znają kulis pracy ” na swoim” powiedzą ci: „masz super, sam jesteś sobie szefem, możesz mieć wolne kiedy chcesz itp. itd. ” ale w praktyce tak to nie działa i chyba wiesz, co mam na myśli. Jeśli przygotowujesz jakiś ważny projekt, to nie możesz iść na urlop, bo masz taki kaprys, czy iść do lekarza po L4….Ale satysfakcja na swojej działalności jest o wiele większa niż pracując na etacie;) Wynagrodzenie po jakimś czasie także znacząco idzie w górę;) I nie znam osoby, która sama jest sobie szefem (choćby nie wiem jak narzekała na prace lub jej brak) żeby wrócić na etat. Można się cały czas rozwijać, otwierać nowe furtki i poszerzać horyzonty;) Trzymam kciuki za Ciebie i przyjaciółkę, jesteście odważne, silne i na pewno dopniecie swego czego Wam ogromnie z całego serca życzę! ;P Pozdrawiam ciepło!

    • Paulina, dzięki za piękny komentarz. A ja się zastanawiam, jak to możliwe, że nadal nie wiem, w czym się Wasza działalność specjalizuje? Bardzo miło czytać, że zleceń Wam nie brakuje – brawo! :) Satysfakcja faktycznie jest, choć czekam też na stabilizację finansową :) dzięki za miłe słowa, ściskam mocno! :)

  6. Skąd ja to znam.. U mnie wspaniała redakcja Mojego Miszkania była we wrześniu i mniej więcej od tego czasu przestałam sypiać, bo doba była tak krótka. Chciałam poprawić, jak najwięcej rzeczy u siebie zanim się pojawią ;-) Chociaż zrealizowane projekty dają ogromną satysfakcję (nie tylko mieszkaniowe, ale też zawodowe), to trzeba uważać, bo tak się nie da zbyt długo. Mój organizm dość szybko się zbuntował, bo gdzieś pod koniec października i w efekcie, ani działalność nie uruchomiona, ani sprawy mieszkaniowe nie zamknięte :/ Życzę Ci mnóstwa sukcesów, ale też chwil wytchnienia, spokoju i czasu dla rodziny w tym wszystkim ;-)

  7. Kaja, a miałaś już publikację? :-) To prawda, że przed sesją człowiek staje na uszach i się tak mobilizuje, że po wszystkim trzeba porządnie odpocząć :-) Teraz rozkręcam biznes i blog, więc doba faktycznie za krótka. Ale wiem też, że jest to wysiłek ograniczony w czasie – upragniony relaks kiedyś nadejdzie :-) Zauważyłam, że Ty też prowadzisz blog – biegnę się zatem u Ciebie porozglądać :-) Pozdrawiam ciepło!
    CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Happy Place to: Świąteczne migawkiMy Profile

    • U mnie był tylko balkon, w październiku, czyli numer listopadowy :) Też próbowałam rozkręcić firmę no, ale właśnie zdrowie wygrało, a firma leży i kwiczy :D Zapraszam, zapraszam, u Ciebie jest tak pięknie, że na pewno będę często wpadać

    • Nie da się ukryć, że ciepła posadka ma wiele plusów. Czasem sobie za taką tęsknię, chociaż dawno takiej nie miałam. Moja praca na etacie przez ostatnie lata w niczym ciepłej posadki z 8h pracy dziennie nie przypominała, więc tym łatwiej było mi podjąć decyzję o tym, że przechodzę na swoje. Czas pokaże, dokąd mnie to zaprowadzi :-) A blogowanie uwielbiam! :-) Pozdrawiam! :-)
      CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Happy Place to: Grudniowe rytuały i świąteczne dekoracjeMy Profile

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge