Wyobraź sobie, że masz prawie rok wolnego. Co robisz?

DSC06985_1

Gdyby kilka lat temu ktoś mi powiedział, że 10 miesięcy wolnego od pracy na etacie wykorzystam na coś innego, niż podróże, uznałabym, że zwariował. Gdyby ta sama osoba powiedziała mi, że ten czas spędzę na etacie kury domowej, zaśmiałabym jej się w twarz. 

Moich 10 miesięcy to dokładnie 303 dni, podczas których nie musiałam rano pakować obiadu do torby i maszerować z laptopem do biura. 303 dni bez tłumaczenia się obcym ludziom z mojego planu dnia. To 303 dni pozbawione przymusu.

Myślisz sobie: „To na pewno będzie przełom”

10 miesięcy to idealny czas na podróż dookoła świata. Mogłabym każdego dnia budzić się w drewnianej chacie na Bali lub w stodole na australijskiej farmie. A najchętniej to gdzieś na dachu w Marrakeszu. Mogłabym w tym czasie sprzedawać ananasy na Hawajach lub uczyć angielskiego na Tajwanie. Napisać książkę, o czym marzę od lat. Wydać dziecko na świat. Ewentualnie, mniej spektakularnie, zainwestować w siebie i zrobić studia podyplomowe. Przeczytać co najmniej 50 książek. Zacząć ćwiczyć z Chodakowską. No i co? Pstro.

Nie dość, że nie osiągnęłam niczego z powyższych, to nawet najzwyczajniej w świecie się nie wyspałam. Z wyjątkiem może dwóch dni, codziennie wstawałam z samego rana, by szukać swojej drogi, dzielnie wypełniać obowiązki pani domu i pielęgnować życie towarzyskie. Spektakularnych sukcesów brak. Nie zahaczyłam o londyńską szkołę designu, nie zdobyłam dotacji na nowy biznes, nie wydziergałam nic większego niż poszewka na poduszkę.

Po prostu życie

Co zatem zrobiłam? Zatrzymałam się. Byłam tu i teraz. Nie dbając o jakiekolwiek oczekiwania społeczeństwa, po prostu żyłam dniem dzisiejszym. Biorąc pod uwagę moją ówczesną kondycję, tylko spokój i nuda mogły mnie uratować. Szukając zatem inspiracji i pomysłu na siebie, prowadziłam prozaiczne, ale szalenie miłe życie. Teraz uwaga. Moje wewnętrzne ja, które dziwnym trafem ciągle ma 20 lat, dostanie palpitacji serca, bowiem moje beztroskie życie bon vivanta polegało na wyprawianiu męża do pracy i córki do przedszkola. Na sprzątaniu, gotowaniu, robieniu zakupów. Autentycznie z radością czekałam z talerzem gorącej zupy, aż mój małżonek wróci do domu. Plotłam Ance warkocze, malowałam paznokcie w kropki, zawoziłam na balet i czekałam pod drzwiami, na wypadek gdyby chciała się przytulić lub iść do toalety. Byłam na wszystkich lekcjach pokazowych, zaprowadzałam na wszystkie urodziny, odpowiadałam na zaproszenia, pakowałam prezenty. Zapraszałam ankowe koleżanki na noc, ugniatałam z nimi ciasto i niebieskim lukrem ozdabiałam pierniczki. Wyciągałam z szafy długie spódnice i chusty, pozwalając dziewczynkom przebierać się za księżniczki. Nauczyłam się nawet, jak namalować dziecku na twarzy sarnę.

Zadbałam o życie towarzyskie, starałam się być częściej u rodziców. Było też kilka wyjazdów we dwoje, ze znajomymi, z dziećmi i bez. Przegadałam długie godziny z moimi przyjaciółkami i poznałam kilka świetnych kobiet. Zapisałam się do biblioteki, zarejestrowałam jako dawca szpiku kostnego, sama zrobiłam pierwszy w życiu piętrowy tort, a w wyborowym towarzystwie usmażyłam najlepsze powidła, jakie kiedykolwiek jadłam. Pozbawiona stałej pensji nauczyłam się żyć oszczędniej i autentycznie zmieniłam styl życia na mniej konsumpcyjny. O niebo mi lżej! Pogrzebałam jeden pomysł na biznes, znalazłam drugi, weszłam na nową ścieżkę zawodową i zdecydowałam, że otwieram firmę.

I jak? Mało? Dużo? Dla mnie w sam raz. Do końca życia będę nosić w sobie wdzięczność za to, że przez chwilę mogłam iść przez życie na gapę. Że mogłam być przede wszystkim sobą. Mamą, żoną, córką, po prostu Agnieszką, która ma ochotę spotkać się z koleżanką lub pooddychać świeżym powietrzem w środę o 13:30. To była najlepsza inwestycja w siebie, jaką zrobiłam od wielu lat.

A  wy zastanawialiście się kiedyś, co byście zrobili z takimi wakacjami od życia? Postawilibyście na dobry plan, który pozwoli Wam wycisnąć z takiej przygody, co się da, czy podobnie jak ja dalibyście się ponieść chwili? A może macie już taką przerwę za sobą? Będzie mi bardzo miło poczytać o tym w Waszych komentarzach. Pozdrawiam ciepło!

Miło mi Cię gościć. Zostańmy proszę w kontakcie:
Prenumerata bloga i Bloglovin to nowe wpisy trafiające prosto do Twojej skrzynki mailowej.
Fanpage na Facebooku to dostęp do wszelkich aktualności.
Instagram to kolorowe kadry mojej codzienności. Pinterest to zbiór wszystkiego, co mnie inspiruje.

Komentarze

  1. Aga tak szczerze, to zastanawiam się nad taką możliwością co dnia. Szczególnie gdy wracam z pracy zapłakana i przemęczona lub gdy wstaję i pierwsza myśl mrozi mi krew w żyłach – o nie praca! Nie chodzi oczywiscie o totalny brak pracy, bo ja nudzić się nawet na wakacjach nie potrafię:) Ale wykorzystałabym tak jak Ty ten czas na zadbanie o rodzinę, o wewnętrzny spokój i złapałabym świeży oddech. Życie w ostatnich latach jest szybkie, trudne, wymagające. A ja wolałabym oddać trochę siebie bliskim i im poświęcić kilka chwil w spokoju i z uśmiechem na twarzy. Dlatego wiem, ze taki czas jak Twój dał Ci ogromnie dużo i miał wielkie znaczenie. Ściskam mocno

    • Aniu, zawsze mi ciężko czytać czy słuchać takich historii. Nagle czas stał się najbardziej deficytowym towarem.I wiadomo, że w takich życiowych rewolucjach nie chodzi o nudzenie się, ale o ustalenie priorytetów, prawdziwe bycie w prawdziwym tu i teraz, dla siebie i dla rodziny. Mocno trzymam kciuki za Ciebie, pierwszy krok już zrobiłaś :-) Uściski!

  2. mój jedyny taki długi urlop od pracy zawodowej przypadł na dwuletni czas urlopu macierzyńskiego, potem wychowawczego, a wcześniej jeszcze przebywałam na zwolnieniu lekarskim, nosząc Zuzię w swoim brzuchu i o ile, mając już Zuzię przy sobie nie za bardzo mogłam ponieść się własnym potrzebom i pasjom, to podczas tego zwolnienia, zwolniłam mocno i wtedy też w tej swojej wolności zaprzyjaźniłam się z szydełkiem -przez myśl coraz częściej przechodziły pomysły, że może czas, by zająć się czymś własnym – miłym i przyjemnym, że może czas porzucić to, co coraz bardziej nuży i sprawia, że niiechętnie wstaję każdego ranka. Tylko tyle. Ale to, co zostało, to właśnie pasja. Myśli po głowie czasem jeszcze krążą (choć zmieniłam pracę na nieco „przyjemniejszą”)

    • Magda, u Ciebie faktycznie narodziła się prawdziwa pasja. Podziwiam Cię za to, jak regularnie i w jakich ilościach tworzysz swoje misie i nie tylko. I właśnie za to tak bardzo cenię sobie powolne tempo życia, że pozwala nam wsłuchać się w siebie i w naszych bliskich. Cieszę się, że zmieniłaś pracę na nieco przyjemniejszą i z całego serca życzę Ci, by kiedyś była to ta naprawdę przyjemna :-) Pozdrawiam ciepło!

  3. Ja jak Chat, niemal dwa lata spędziłam w domu z Malizną i choć był to piekielnie pracowity okres (męża w domu prawie wcale, Starszak rozpoczynający szkołę, dom i Malizna na wyłącznie mojej głowie) to teraz odbieram go jako okres wyciszenia, rozwoju, refleksji i… takiej równowagi, jak wcześniej ani później nigdy mi się nie zdarzyło. To był wspaniały czas i bardzo mi potrzebny.

    • Macierzyństwo jest pełne wyzwań, ale okazuje się, że naprawdę wiele z nas, w okresie wczesnego dzieciństwa naszych pociech, miało okazję się zatrzymać i złapać oddech. Widzę, że łatwo nie miałaś, ale cieszę się, że mimo to dobrze wykorzystałaś ten czas. Jest co wspominać, prawda? Pozdrawiam ciepło :-)

  4. Widzisz, ja mam taki urlop od 11 lat…
    Na własne życzenie, z wyboru, a nie z konieczności.
    I mam to wszystko, o czym piszesz, mam prozaiczne życie, mam te codziennie kanapki dla męża i córki, czekam na nich z ciepłym obiadem, wysłucham co w szkole, co w pracy, upieczemy coś słodkiego, zapleciemy miliony warkoczy, odprowadzę na miliony zajęć dodatkowych, nauczymy się miliona nowych ról na występy teatralne, poćwiczymy nowy układ na zajęcia cheerleaderek, a przy okazji upiekę komuś tort, zataszczę do szkoły jakiś kredens, poużeram się z rodzicami, którzy w nosie mają klasowe składki, wypiję milion kaw, sprzątnę milion porozrzucanych ubrań, umyję milion razy tę samą podłogę…
    I milion razy spotkam się z kpiącym spojrzeniem znajomych, które pracują, robią kariery (lub nie, ale pracują!) i milion razy wysłucham ich niezrozumienia dla mojego wyboru i powątpiewania, czy to rzeczywiście wybór był.
    Czy można mieć tę prozę na własne życzenie? Czy mnożna chcieć być na własne życzenie kurą domową? Można, ja chcę i jestem i kocham to! Tylko białej gorączki już dostaję, kiedy muszę się kolejny raz komuś postronnemu z tego tłumaczyć! Dlaczego mam ciągle udowadniać, że kocham bycie w domu z mężem, dzieckiem, kocham to moje codzienne zwykłe życie i nie zamieniłabym go na żadne inne? Nie potępiam matek, które zostawiają dzieci w naszej szkolnej świetlicy do 18-tej. Co mi do tego? To ich wybór, ich decyzja, niech robią te kariery, tylko niech ja też mogę podjąć własną decyzję, jak chcę żyć i dlaczego mam być przy tym potępiana za brak ambicji?
    Przepraszam Cię, rozpisałam się, ale długo myślałam, czy napisać w ogóle, bo to dla mnie bardzo drażliwy temat, to siedzenie w domu. To, co było normalne w przypadku naszych babć, teraz okazuje się jakimś dziwactwem co najmniej.

  5. Apaczowa, to ważny i mądry głos, dzięki, że się rozpisałaś. Po pierwsze, super, że się w swojej roli odnajdujesz, troszczysz o dom i o bliskich i masz odwagę o tym mówić. Jeszcze jakiś czas temu mi się wydawało, że etat w domu to totalna porażka.. ale dzisiaj to tak naprawdę luksus – i finansowy, i psychiczny i też za nim tęskniłam. Trzeba mieć jaja, by z innego powodu, niż z czystej konieczności, zdecydować się na to. Ja też trochę posiedziałam w domu, coś tam dłubiąc nad moją karierą zawodową, ale skupiłam się na rodzinie. I był to piękny i ważny czas. Nie wiem, czy potrafiłabym tak na dłużej, mam też obawy co do tego, a co się stanie, jeśli coś się stanie itd. Ale już wiem, że siedzenie w domu wcale nie jest nudne, bo mając czas, można znacząco podnieść jakość życia i zrobić porządnie wreszcie to, co do tej pory robiło się po łebkach. Uściski :-)

    • Widzisz, dzięki tym wszystkim dobrym duszom, którym się tak ostatnio podoba to, co robię ze słodką cukrową masą, zaczęłam się poważnie zastanawiać, czy nie przystosować odpowiednio swojej nowej kuchni do tego, aby się zająć tym potem zawodowo. Szukam też kursów cukierniczych i znalazłam cudowną kobietę, która mieszka setki kilometrów ode mnie, a jest gotowa nauczyć mnie wszystkiego, co umie (a umie tyle, że oczy wychodzą z orbit) i zorganizuje mi kurs indywidualny. Ty odnalazłaś swoją drogę, być może ja tez swoją odnajdę i nie będę przy tym musiała rezygnować z tego mojego ukochanego siedzenia w domu ;))

  6. Ajajaj…marzę o czymś takim. Aby żyć bez porannego pośpiechu, stresu pobudek, przygotowań bo praca czeka, a tu dzieci mają fochy. Poganiam je i już humor popsuty. Bo ja w nerwach.
    Miałam podobny odpoczynek gdy z córką byłam w ciąży. To cudowne uczucie czekać na powrót Syna ze szkoły. podawać ciepły posiłek. szkoda, że obciążenia finansowe wymuszają prace obojga rodziców. dużo tracę z dzieciństwa moich dzieci. wiem . i to czasami mnie przygnębia. choć przyznaje bez bicia. dodatkowe zajęcie tez by się przydało. najlepiej w domu :)

    • Witaj Gosiu – miło mi Ciebie gościć :-) Dobrze rozumiem Twoje rozterki i marzenia. Uważam, że każdemu dorosłemu człowiekowi, nieistotne, czy dzieciatemu czy nie, raz na kilka lat należałaby się taka przerwa od życia. Zwolnienie obrotów jest cudowne, uczy uważności, pozwala się zrelaksować i docenić dzień powszedni. Od kilku miesięcy prowadzę własny biznes i już zapomniałam, jak wyglądają leniwe poranki ;-) Podobnie jak Ty czasem poganiam moją Ankę i potem mam wyrzuty sumienia.. staram się nad tym panować, bo zazwyczaj poganianie niewiele przyspiesza. Czy u Ciebie też tak jest? U nas kończy się to co najmniej smutną miną i brakiem współpracy.
      Myślę, że lepiej pielęgnować wspomnienia z czasów, kiedy dni mijały wolniej, a teraz po prostu robić swoje :-) Pięknego weekendu Ci życzę! :-)
      CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Happy Place to: Domowa biblioteka – potrzebna czy nie?My Profile

  7. Duffynka

    Witam ciepło, niedawno przeczytałam artykuł w MM i tak trafiłam na blog. Mam różne uczucia czytając wpisy od uznania po zazdrość ale to chyba normalne ;) cenię takich ludzi i szczerze podziwiam bo wydajesz się osobą bardzo poukładaną ale i zdeterminowaną w spełnianiu marzeń. Ale nie o tym chcę tu skomentować. Jestem żoną, nie mam dzieci choć w sumie chyba trochę mam bo pracuję w szkole. Wiem coś o tym czym jest „długi urlop”. Zaliczyłam etap, w którym Ty dopiero się rozkręcasz. Bo miałam już „coś”, co było trochę spełnieniem marzeń ale i wycieczką w nieznane albo rzutem na „głęboką wodę”. Nie mając pojęcia o biznesie ale również branży zaczęłam prowadzić małą gastronomię. Lokal z tzw. duszą. Trochę wygodnictwo(oj jak to fajnie jest być samemu dla siebie szefem- grunt żeby nie przegiąć ;))bo pomagała mi mama ale też i właśnie obecność bliskiej rodziny w biznesie, pewne wpadki(bez nich ani rusz w biznesie, o którym nie masz pojęcia) a potem rażąca, nagle wyrosła spod ziemi konkurencja, może też brak dobrego marketingu, rosnące opłaty i wymagający klienci zmusiły mnie do pogrzebania marzeń i zamknięcia biznesu. Ale te 2 lata nauczyły mnie więcej niż wcześniejsze poczynania zawodowe (nie chciałam do oświaty ale też nie było etatu więc musiałam „bujać” się po stażach w bylejakich firmach). Odkryłam w sobie pasje wnętrzarskie dopiero w pracy z dziećmi niepełnosprawnymi :), która została mi dana w krytycznym momencie- uciekłam z pracy w banku i zostałam na lodzie, bez pracy, bez perspektyw a zaczynały się wakacje. To był rok 2013 dla mnie ciężki ale skończył się od września począwszy na odkryciu wielu pasji i rozmiłowaniu w pracy jaką uprawiam do dziś (choć już mam 3cią szkołę, taka niestety nietrwała jest praca w oświacie). Póki co mam czas lub nie ;) na swoje de coupage i zmiany wnętrzarskie po pracy, która aż tak nie męczy jak etat w korpo. Także u mnie sytuacja odwrotna- zamknęłam swoje by wskoczyć na etat ale teraz czuję chociaż bezpieczeństwo finansowe (choć kokosów brak ;)) i mam dłuuuugie wakacje :)Szukam ciągle kursu, który dałby mi wiedzę i umiejętności do zawodu dekoratora. Zaintrygowałaś mnie swoim home stage, gdzie, jak, za ile? Życzę powodzenia w pracy „na swoim” i rozwijaniu pasji ;)p.s. bardzo gustowne mieszkanko ;)

    • Witaj :-) bardzo mi miło Ciebie gościć. Pięknie dziękuję za ciepłe słowa, ale przede wszystkim za tak obszerny i szczery komentarz. Podziwiam i gratuluję podejścia do niełatwych przecież doświadczeń. Super, że wyciągnęłaś wnioski, zmieniłaś strategię i doceniasz jasne strony sytuacji. Ja, choć zdeterminowana i pełna nadziei na przyszłość, nie wykluczam scenariusza, że kiedyś sytuacja zmusi mnie do powrotu na etat. I już wiem, że w razie czego nie będę tego traktować w kategoriach porażki. Wychodzę z założenia, że każde doświadczenie jest ważne, każde jest cenną lekcją, i tylko od nas zależy, jak na nie zareagujemy.
      A o plusach i minusach własnej działalności vs. etat mogłabym sporo powiedzieć. Być może przygotuję nawet wpis na ten temat? :-)) Ty też pewnie miałabyś niejedno do przekazania :-)
      Piszesz o wnętrzarskich ciągotach i pytasz o home staging. Gdybyś chciała podyskutować w szczegółach, napisz mi mail na adres kontakt@happy-place.pl. Jeśli chodzi o kurs, który ukończyłam, znajdziesz go w ofercie Educoncept.pl. Mają też fajną ofertę wnętrzarsko-dekoratorską, na którą patrzę łapczywym okiem ;-)
      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i zaprasza częściej :-)
      CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Happy Place to: Słodkie lenistwoMy Profile

      • Duffynka

        Dzięki za info stronę educoncept swego czasu nawiedziłam (to był chyba ten czas gdy chciałam „coś” zmienić a jeszcze nie pracowałam w szkole). Kursy nie są tanie ale i zastanawiam się czy w weekend można posiąść wiedzę i umiejętności a nie tylko certyfikat. Pozdrawiam i dużo dobrego w Nowym Roku ;)

        • Powiem Ci, że szkolenie, które ja odbyłam, było bardzo treściwe, wzbogacone świetnymi materiałami i kilkugodzinnymi konsultacjami, z których jeszcze pół roku po ukończeniu szkolenia mogłam korzystać. Moim zdaniem warte było swoich pieniędzy, ale trzeba też dodać, że jeśli ktoś chce zacząć od zera, nigdy wcześniej nie siedział we wnętrzach i nie ma pojęcia np. o łączeniu kolorów, to w weekend z pewnością się tego nie nauczy. Taki kurs jest raczej ugruntowaniem wiedzy i szansą na zdobycie cennych wskazówek od specjalistów z branży :-)
          CommentLuv: Ostatni wpis opublikowany przez Happy Place to: Kochany Nowy Roku, czyli co planuje Happy PlaceMy Profile

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge